Katmandu to główny kierunek zwiedzania dla podróżników przybywających do Nepalu, ale to nie jedyna destynacja godna czasu i uwagi. Warto spojrzeć nieco szerzej, bowiem w niedużej odległości od stolicy są dwa miasta o pięknej architekturze i bogatej historii – znajdujące się na południu Patan i położony na wschodzie Bhaktapur.

Zwłaszcza Bhaktapur zrobił na nas duże wrażenie. Architektonicznie jest równie ciekawy jak stolica, nie ma tu jednak zgiełku i chaosu, a powietrze jakby czystsze. Miasto ciągle leczy rany po trzęsieniu ziemi, które dotkliwie ugodziło w jego serce – na placu Durbar część budynków podparta jest drewnianymi żerdziami, szczątki innych, kompletnie zniszczonych, ciągle widać w starej części miasta. W Bhaktapur zapuściliśmy się w gąszcz uliczek otaczających centralny plac. Z dala od turystycznych straganów zobaczyliśmy, proste, biedne życie jego mieszkańców. Doświadczenie nie nadające się na okładki turystycznych folderów, ale autentyczne i wartościowe.

Patan to miasto świątyń. W porównaniu do Katmandu i Bhaktapur, siły natury względnie oszczędziły je podczas trzęsienia ziemi, choć to nie znaczy, że nie ma tu popękanych budynków, belek wspierających ściany i balkony czy pustych połaci ziemi, w miejscach, gdzie kiedyś były zabytki, sklepy czy domy. Patan był naszym ostatnim punktem na podróżniczej mapie Nepalu i, musimy to przyznać, trochę nie mieliśmy już weny na zwiedzanie. Znaleźliśmy na to sposób – główny plac (jakże by inaczej – o nazwie Durbar Square), oglądaliśmy, pijąc kawę z dachu jednej z kawiarni… Sposób genialny, bo nie dość, że mieliśmy widok ‚z lotu ptaka’, to część szczegółów była zdecydowanie lepiej widoczna z góry. Patan również nam się podobało, choć gdybyśmy mieli wrócić tylko w jedno miejsce, to chyba wybralibyśmy Bhaktapur.

Bhaktapur

Patan