Salam alejkum Maroko! Marrakesz to nasz pierwszy przystanek w tym arabskim, choć geograficznie afrykańskim kraju. Z nowoczesnego lotniska wpadliśmy na plac Dżemaa el-Fna, czyli pełne kolorów, dźwięków i zapachów serce medyny. Momentalnie otoczyli nas uliczni grajkowie, straganiarze, ‚operatorzy’ kobr oraz wszechobecni ‚przyjaciele’, którzy za kilka dirhamów zaprowadzą do ‚najwspanialszej’ restauracji, ‚najlepszego’ hotelu czy ‚najtańszego’ straganu. Marrakesz, podobnie jak wszystkie inne duże miasta w Maroko to wyzwanie dla zmysłów. Dzieje się dużo, trudno gdziekolwiek trafić, a najczęstszym uczuciem jest głębokie przebodźcowanie. Ale Marrakesz ma też swoją drugą twarz. Wystarczy wejść do riadu, medresy czy muzeum, żeby wpaść do krainy spokoju, kontemplacji i geometrycznego, arabskiego wzornictwa, które przywraca poczucie porządku i harmonii. Paradoksalnie, w fotografiach łatwiej uchwycić ten drugi aspekt miasta.