Last Boarding Call

czyli Gosia i Mariusz w podróży dookoła świata

Quito – Pichincha

Drugiego dnia w Quito robimy wycieczkę na wulkan Pichincha, w którego zbocze wciśnięte jest miasto. Pichincha (4,784 m.n.p.m.) jest jednym z najbardziej aktywnych wulkanów w Ekwadorze, a ostatni raz dała o sobie znać w 1999, kiedy jej erupcja pokryła Quito kilkunastocentymetrową warstwą pyłów wulkanicznych. Teraz wygląda niewinnie…

Część trasy pokonujemy kolejką gondolową (Teleférico), następnie czeka nas 4-godzinny trekking do wulkanu. Wjazd kolejką jest z około 3,000 m.n.p.m. (gdzie jest gorąco) na około 4,000 m.n.p.m. (zakładamy kurtki, czapki i rękawiczki). Po wyjściu z gondoli robimy kilka zdjęć i trochę się dziwimy, że tak dobrze się czujemy. Do czasu. Zaczynamy iść, przez pierwsze 200 metrów jest płasko, potem szlak zaczyna się wspinać. Piec kroków w górę i czuję, że osiągnęłam tętno maksymalne. Przystanek. Kolejne pięć kroków. Mam wrażenie, że przeszłam już ze sto kilometrów. Kolejne pięć kroków. Zaczynam zdawać sobie sprawę, że to będzie dla mnie najcięższy dotychczasowy trek w życiu. Cały czas widać cel wędrówki, wydaje się blisko, ale każde 50, 100, 200 metrów jest mordęgą. Na szlaku jest sporo turystów, większość z nich, podobnie jak my, wygląda, jakby bardzo cierpiała…

Przechodzimy jakieś 5km (w nogach mamy jeszcze 6km podejścia z naszego hostelu pod gondolkę, też pod górę…), podchodzimy blisko szczytu, ale ostatecznie wymiękamy, bo jesteśmy wycieńczeni i zaczyna robić się koszmarnie zimno. Powrót zajmuje nam może jedną piątą czasu podejścia. Przy górnej stacji kolejki pijemy herbatę z koki – smakuje trochę jak nasz rumianek.

Jesteśmy zmęczeni, ale zadowoleni, mimo że nie udało się osiągnąć szczytu. Były piękne widoki, do tego pod samym wulkanem dołączył do nas piękny, drapieżny ptak (niestety nie wiemy, co to za gatunek). Po kilku dniach uświadamiamy sobie, że próba zdobycia Pichinchy już drugiego dnia pobytu w Ekwadorze, bez odpowiednio długiej aklimatyzacji, była odrobinę szalona…

Previous

Quito

Next

Otavalo

2 Comments

  1. Wrubi

    wam to fajnie. I jeszcze ta herbatka z koki :))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén